| strona główna | portret artysty | treść | rapsodia cyganerii | o realizacji filmu | prasa o filmie | obsada | twórcy filmu |
 

 

LOVE IS THE DEVIL
John Maybury o realizacji filmu

"Nie zamierzałem napisać typowego biograficznego kawałka. Instynktownie odrzucałem taką możliwość, ponieważ czułem, że jest już dostatecznie dużo biografii, materiałów i stert dokumentów, z których można się dowiedzieć wszystkiego, co trzeba wiedzieć o życiu Francisa Bacona.

Chciałem wykreować atmosferę, a nie rekonstruować historyczne detale. To, co najbardziej interesuje mnie w życiu Francisa Bacona, to jego obrazy przedstawiające Dyera. Dynamika stosunku łączącego artystę i jego muzę, i wybory, jakich musiał dokonywać Bacon między jego pracą a życiem prywatnym. To wydawało mi się najbardziej fascynujące. Myślę, że Dyer miał te same problemy, zanim się spotkali, ale poznanie Bacona po prostu je zaogniło. Mógł wieść życie drobnego przestępcy, ale stał się jednym z wielkich symboli sztuki XX wieku.

Nigdy osobiście nie poznałem Bacona, ale przebywałem w jego towarzystwie na licznych przyjęciach i wernisażach. Uważam, że nie zawsze trzeba poznawać swoich idoli.

Love is the devil - zdjecie

Bacon był bardzo żywą postacią. Podczas osiemnastu miesięcy spędzonych na poszukiwaniu materiałów rozmawiałem z wieloma jego znajomymi. Kiedy połączyłem te wszystkie miniportrety, które mi przedstawiono, otrzymałem tuzin możliwych interpretacji jego osobowości. Ale i tak najważniejsze było stworzenie dobrej dramatycznej opowieści z trójwymiarową postacią w centrum. Razem z Derekiem Jacobi przejrzeliśmy istniejące materiały audiowizualne. Zgodziliśmy się, że Jacobi nie powinien naśladować głosu Bacona, ale powinien sobie przyswoić język ruchów ciała malarza. Byłem zafascynowany procesem aktorskiego rozwijania tej postaci, sposobami, jakimi Jacobi wprowadzał w czyn moje sugestie.

Do ról drugoplanowych zaangażowałem swoich przyjaciół z branży. Grają samych siebie; uważam, że jest to środowisko bardzo podobne do tego, w którym obracał się Bacon. Bardzo dużo czasu poświęciliśmy na sposoby interpretacji obrazów malarza. Początkowo chciałem wykorzystać obrazy Bacona przedstawiające Dyera z początków ich znajomości i nawet stworzyć na potrzeby filmu specjalne panoramiczne tryptyki. Ale było to wejście w ślepą uliczkę. Jego obrazy mogły być tylko inspiracją. Trzeba było z nich wydobyć i przenieść na ekran klaustrofobiczną atmosferę wnętrz, światło, paletę barw. Tak naprawdę Francis Bacon był naszym głównym scenografem. Wydaje mi się, że ostateczny kształ filmu jest jakimś równoważnikiem dzieł Bacona bez ich fizycznej obecności na ekranie."