|
"Portret artysty jako postaci, w której iskra geniuszu rozpala płomień autodestrukcji, jest dobrze znany. W Love Is the Devil Jon Maybury ociera się zarówno o korzyści, jak i pułapki, próbując zrealizować swój film z innego punktu widzenia.
Jego bohater - wielki i ogromnie skomplikowany angielski malarz, Francis Bacon, który zmarł w 1992 roku - był artystą, który odkrył między innymi ryzykowną, śmiałą perspektywę, której spróbował również Maybury. Bacon, uznany za swoje prace, które przedstawiały człowieczeństwo w groteskowym skrzywieniu gniewu i bólu, był jednym z najważniejszych malarzy XX wieku. Krytyk tej rangi co Margaret Thatcher doceniła jego pozycję, określając go jako "człowieka, który malował te przerażające obrazy". Jednakże, starając się zrealizować film o Baconie, który zobrazowałby jego wyobraźnię i zdeformowaną wizję, Maybury zastosował pokawałkowany i kwiecisty styl, który zakłóca niezrównaną kreację Dereka Jacobi. Zbyt często, kiedy wielkie wyczucie artystyczne Jacobiego znajduje rewelacyjny moment lub szczegół, kamera Maybury'ego deformuje obraz, który pogrąża się w chaosie, wypaczając wizję aktora. Sedno zrozumienia osobowości Bacona przez Jacobiego zawiera się w tym, że malarz rujnował część samego siebie poprzez rujnowanie ludzi krążących na jego orbicie. Żył w szczególnym piekle sadomasochizmu. Znajdował zaspokojenie seksualne w uległości w łóżku, równoważąc ustępliwość w niewiarygodnej mściwości i okrucieństwie wobec swoich kochanków poza nim. Wspaniała, ostra kreacja Jacobiego opiera się na tym nierozwiązywalnym skłóceniu, które tworzyło charakter Bacona. Kiedy Maybury wycisza się i staje z boku, dając Jacobiemu wolną rękę, Love is the Devil przykuwa uwagę całkowicie.
![]() Nie korzystając z przyzwolenia spadkobierców Bacona, by wykorzystać prace artysty w filmie, Maybury zastosował styl, który próbuje odzwierciedlić charakter malarstwa artysty, nie prezentując konkretnych obrazów. Jednakże to, co udaje się tak dobrze na płótnie, zbyt często sprawia wrażenie fałszu na ekranie. Powtarzające się ujęcia - takie jak filmowanie przez szkło butelki z alkoholem - stają się nużące. Można by powiedzieć w obronie Maybury'ego, że ktoś taki jak Bacon wyraziłby głośne poparcie takiemu nowatorstwu. Love is the Devil zastanawia się nad fatum, które zaciążyło nad losem kochanka Bacona, George'a Dyera. Przeznaczeniem - tak to należałoby określić - które wkroczyło w momencie, gdy wpadł przez świetlik do pracowni Bacona w charakterze włamywacza. Bacon pochwycił Dyera i, zamiast wezwać policję, nakazał mu rozebrać się i wziął do łóżka. Począwszy od tego złowróżbnego początku ich związek podlega stałej degeneracji. Bacon bierze Dyera, nieokrzesanego cockneya, pod swoje skrzydła i odwiedza w jego towarzystwie w latach sześćdziesiątych i na początku siedemdziesiątych londyńskie miejsca spotkań gejów. Jednakże ta szczególna wariacja Pigmaliona oparta jest bardziej na nienawiści niż miłości. Wkrótce Bacon zaczyna wykorzystywać każdą okazję, by publicznie poniżyć kochanka, a nieszczęsny George jest typem, który stwarza takich szans bardzo dużo. Zaczyna się rozwijać pasmo złośliwości i okrucieństwa, które zmienia George'a w znerwicowany wrak. Czyni go to doskonałym modelem do niektórych obrazów Bacona, ale ma rujnujący wpływ na wrażliwą osobowość. Po samobójstwie George'a przyjaciele zwracali się do Bacona z wyrazami współczucia, były one jednak cierpko odtrącane. W czasie trwania romansu często budziły George'a nocne zmory, w których widział swoje ciało w krwawej masakrze samochodowej. "George, wszyscy mamy nocne koszmary" - konkludował Bacon w złośliwym pocieszeniu. "Nie mogą one być tak straszne jak życie." W tym najlepszym momencie Love is the Devil odkrywa smutek malarza, uzmysławia nam, co kryje się w jego chłodnej uwadze." Desmond Ryan, "Chicago Tribune", 1998
"Oglądając film o Francisie Baconie, prawdopodobnie największym malarzu drugiej połowy naszego wieku, nie mogłem pozbyć się myśli o Neilu Simonie. Podobnie jak Bacon, Simon zajmuje czołową pozycję na swoim polu - to nie tylko największy autor sztuk scenicznych, ze znakomitym wyczuciem artyzmu słowa, ale też najpopularniejszy, jeden z najbardziej płodnych, faktycznie najwyżej wynagradzany pisarz sztuk w historii. Pomijając pogardę niektórych snobów teatralnych, Neil Simon jest niezrównany w swoich umiejętnościach tworzenia znakomitej konstrukcji utworów. Czy więc doczekamy się filmu o nim? Nigdy. Dlaczego? Ponieważ nosił garnitur i krawat, mówił normalnie i miał prozaiczne, ustabilizowane małżeńskie życie. Jacy artyści doczekują się filmowych biografii? Ci, których życie wypełnił wielki dramat, a przede wszystkim jakiś rodzaj deprawacji. Weźmy Pasję życia Vincentego Minnellego. Powstał nie dlatego, że Vincent Van Gogh był wielkim malarzem, ale dlatego, że był niezwykłym malarzem. (...) Podobnie jest z omawianym filmem, dotyczącym malarza, który swym stylem życia również daleko odbiegał od ogólnie przyjętych zasad, jak wyżej wymienieni, a który, choć kojarzony z nazwiska w Anglii i we Francji, jest zupełnie nieznany w Stanach Zjednoczonych. Ale poczekajmy. Powinien być i będzie lepiej znany po wejściu na ekrany filmu. Amerykanie mogą się zainteresować - niekoniecznie, tym, co pozostawił na płótnie, ale wciągnie ich z pewnością otaczająca go atmosfera skandalu. Bacon był homoseksualistą, który otaczał się dziwacznymi estetami z półświatka, ale tym, co czyni zeń fascynujący powód analiz, jest jego osobliwy związek z prostakiem, drobnym włamywaczem z najniższych sfer o imieniu George Dyer, którego Bacon przyłapał na plądrowaniu mieszkania. Zamiast go zamknąć albo wystraszyć, wciągnął go w trwający siedem lat związek, odpłacając mu się szczodrze za bycie modelem, ikoną w wielkiej ilości obrazów. Ocalił człowieka od znikomości, ale zdecydowanie skierował ku samobójstwu. W tym leży szansa potencjalnej widowni, pozyskanej choćby dla samego tematu poruszanego w Love is the Devil. Wydaje się jednak, że ten fascynujący, niepokojący, prowokujący i gorzki film może liczyć na wybraną widownię, elitę nie tyle entuzjastów pędzla, co fanów szczególnie stylizowanego, awangardowego sposobu filmowania. John Maybury, jako scenarzysta i reżyser, dołożył wszelkich starań, by uniknąć statycznej biografii. Zamiast tego nasącza ekran od czasu do czasu szeregiem szybko zmieniających się obrazów, by pochwycić nie szczegóły, ale atmosferę otaczającą gorzki związek bohaterów. Miał szczęście do wykorzystania umiejętności jednego z największych światowych aktorów, Sir Dereka Jacobiego, w roli artysty i talentu Ryuichi Sakamoto, którego akordy podkreślają szczególną, klaustrofobiczną atmosferę trwającego 90 minut dzieła. (...) Nie jest zaskoczeniem informacja, że reżyser John Maybury, także artysta, zdobył doświadczenie realizując wideoklipy dla MTV. Wyostrza on zabawnie obraz malarza, robiąc makijaż jego twarzy bardziej starannie, niż czynił to sam Bacon na swoich obrazach. W scenach, kiedy Francis jest obserwowany podczas atakowania kolorem swoich płócien, zręcznie nakłada cienie na jego powieki, puder na twarz i czoło, a biel na zęby. Bacon często traktuje Dyera z pogardą, napadając na niego za szeleszczenie gazetami i nadmierne paplanie oraz doradzając mu, by najzwyczajniej się wyniósł. Kumuluje wtedy swoją nagromadzoną wściekłość w pracy, podczas gdy wielu artystów jest w stanie poskromić swoje wewnętrzne demony. Maybury sporadycznie przerywa nietypową narrację zdjęciami obrazów, szczególnie jednego z nich, przedstawiającego nagiego mężczyznę pokrytego od stóp do głów krwią, siedzącego w pozycji podobnej do tej, jaką odnaleźć można w epickiej sztuce Angels in America. Obraz odwrócony zostaje w momencie, kiedy Dyer popija fiolkę pigułek butelką alkoholu. Maybury wydobywa zachwycającą kreację z Dereka Jacobi (jeżeli jego współudział w mistrzowskim tworzeniu roli przez aktora był ogóle możliwy), a chociaż Daniel Craig nie dorównuje jednemu z największych mistrzów brytyjskiego teatru (mimo iż bez trudu sportretował postać nałogowego palacza w filmie Z archiwum X), sprawdza się jako niepokojące tło mistrza. Pod koniec filmu Bacon wypowiada uwagę "chcę obrazu, który unicestwi całą resztę". Film może też zostać unicestwiony przez inne dzieła na temat malarzy, fotografików czy pisarzy, ale kiedy się pomyśli, że jest to pierwszy pełnometrażowy film fabularny Maybury'ego, Love is the Devil staje się zadziwiającym kawałkiem reżyserskiej roboty." Harvey S. Karten |