PRASA O FILMIE
"Pełne życia widowisko Wong Kar-waia stanowi nie tylko sentymentalną wizytę po latach w Heartbreak Hotel, lecz jest
jednym z pierwszych filmów lat 90-tych będących dziełami naprawdę świeżymi i oryginalnymi. Przywraca napięcie
emocjonalne, smak i zapał odkryty trzy dekady wcześniej w takich filmach jak Bande a part Jean-Luc Godarda. W
niektórych momentach film nie obrazuje w odpowiedni sposób życia we współczesnym Hongkongu, ale jest za to odbiciem
nowo odkrytych przez Wonga umiejętności ujrzenia zabawnych stron w przepaści dzielącej mężczyzn i kobiety. Nadal
znajdujemy się w opatentowanym przez Wonga świecie nietypowych bohaterów, prywatnych gier i obsesji, już wcześniej
wykorzystanych w Days of Being Wild i Ashes of Time. Jednak w Chungking Express ludzie są lepiej przystosowani do swej
samotności, a ich fundamentalna pogoda ducha staje się zaraźliwa.
Dwie opowieści zawarte w filmie zazębiają się w niewielkim stopniu - w przelotnych spojrzeniach Faye i policjanta numer
663 w pierwszej opowieści i fakcie, że ulubionym barem obu policjantów jest Midnight Express - ale to powiązanie jest
niemal niedostrzegalne. Wspólny jest natomiast wyraźnie odczuwalny komiczno-romantyczny nastrój filmu. Pierwsza
historia jest krótsza, bogatsza w akcję, ograniczona do wydarzeń rozpoczętych rozpaczliwym poszukiwaniem szybkiej
okazji do randki przez policjanta 223 i jego kłótnią z wygodnymi sprzedawcami na temat przeterminowanych towarów a
zakończonych pospiesznym pakowaniem heroiny w prezerwatywy i wyżłobienia w podeszwach butów przez kobietę oraz jej
szaleńczym przeszukiwaniem zakamarków Chungking Mansions w poszukiwaniu zaginionych handlarzy narkotyków. Druga
historia zajmuje się wysiłkami policjanta 663 by dodać sobie otuchy i rozpogodzić się (nie wspominając o próbach
rozpogodzenia domowych przedmiotów, takich jak wymydlająca się kostka mydła czy wytarty ręcznik), oraz rosnącym
horrendalnie poczuciem winy ogarniającym Faye z powodu opuszczenia pracy i wtargnięcia do mieszkania policjanta. Motywy
wspólne dla obu historii (zabawki-przytulanki, sałatki szefa, stare fotografie) nie mają szczególnego znaczenia same w
sobie, ale pomagają ujednolicić tonację filmu i sugerują uniwersalność problemów i uczuć.
W rezultacie wszystko w Chungking Express pulsuje jednym rytmem. Znakomite zdjęcia z ręki Chrisa Doyle'a są
perfekcyjnie zsynchronizowane zarówno z Wonga poczuciem uskrzydlonego życia ze strony reżysera jak i niezwykle
ujmującym aktorstwem czterech gwiazd, dwojga z nich będących piosenkarzami i debiutujących w filmie. Faye Wong i
Takeshi Kaneshiro są prawdziwym odryciem: obieżyświat Kaneshiro, posługujący się płynnie w jednakowym stopniu językiem
Kantonu, mandaryńskim i japońskim (co zostaje ujawnione w scenie zagadywania w barze Brigitte Lin), jest 25-cio latkiem
przywiązanym do swej młodzieńczości ale podejmujący próby stanięcia twarzą w twarz z dojrzałością, podczas kiedy Faye
Wong, pochodząca z Bejingu mieszkanka Hongkongu, jest wysoką, krótko ostrzyżoną ulicznicą, która z łatwością
jednocześnie obiecuje i odmawia seksu w sposób, który niewątpliwie spowoduje zakochanie się w niej widowni. Dwie
pozostałe, już osadzone w siodle gwiazdy nie tylko utrzymują własny sposób gry w kontraście do iskrzących się
nowicjuszy: Brigitte Lin jest niemal nierozpoznawalna w peruce blond, niemniej jednak wpisuje się w pamięć swoją
kobiecością i jej myśli krążą nie tylko wokół utraconej heroiny, zaś Tony Leung (Tony Leung z A City of Sadness i Hard
Boiled, a nie Tony Leung z Kochanka) nigdy dotąd nie był tak czarujący i piękny, nawet w Love Unto Waste Stanley'a
Kwana.
Jednak Chungking Express jest przede wszystkim dziełem reżysera. Poziom inwencji w zarysowaniu akcji oraz język filmu
są niemal rozrzutne, zaś dowcip dialogów pozostawia osiągnięcia Tarantino na poziomie sitcomu. Wong daje każdemu z
wykonawców głos z offu, by wyartykułować ich wewnętrzne napięcia, a każdy z nich jest małą perłą psychologicznej
ostrości. Komentarz kobiety w blond peruce wyjaśnia, dlaczego zawsze jest ubrana w płaszcz przecideszczowy i ciemne
okulary. Po prostu nigdy nie jest pewna, czy będzie słonecznie czy deszczowo. Policjant 223 , którego hasło na paegerze
brzmi "dozgonna miłość" kierowany jest obsesyjną myślą, że wszystko przyjdzie w swoim czasie i nie jest zdziwiony
możliwością, że ludzie, których potrącamy na ulicy każdego dnia mogą stać się naszymi znajomymi, przyjaciółmi czy nawet
kochankami. Faye, która nie może się dość nasłuchać California Dreamin' Mamas and Papas, wspomina, jak kiedyś przyszła
wcześniej na spotkanie z policjantem 663 w restauracji California po to, by usiąść i obserwując deszcz na zewnątrz
myśleć o tym, jaka pogoda jest w prawdziwej Kaliforni. Natomiast 663 nie może zahamować swoich uczuć w stosunku do
otaczających go przedmiotów, a o życiu myśli w kategoriach długiej podróży samolotem.
Wong jest świadomy tego, że jego bohaterowie (także drugoplanowi, jak barman prowadzący Midnight Express, zagrany w
niezapomniany sposób przez fotografa pracującego na planie filmowym) uzupełniają panoramę mieszkańców współczesnego
miasta oraz ich postaw: samotności, podziału na życie publiczne i prywatne, poddawanie się rozczarowaniu - ale zawsze z
zachowaniem pewnej dozy optymizmu. Wielu widzów zgodzi się z tym, że uchwycił on podstawową myśl i nastrój z absolutną
celnością i będą wdzięczni, że potrafił to zrobić z takim ciepłem i humorem.
Tony Rayns, "Sight and Sound", wrzesień 1995
"W cztery lata po swoim kultowym klasycznym filmie Days Being Wild, oryginalny stylista z Hong Kongu, Wong Kar-Wai
wkroczył ponownie na rynek filmowy z Chungking Express, stanowiącym stylistycznie żywe srebro tajemniczą magiczną
podróżą przez życie grona młodych samotników z przedmieścia. Znakomity film, przesiąknięty nostalgią powracającą do lat
60-tych, powinien zachwycić kinomanów i stanowić interesujący dodatek do reperturarów festiwalowych, chociaż może się
okazać zbyt wysbublimowany dla szerokiej widowni.
Dysponując umiarkowanym budżetem 15 milionów dolarów Hong Kongu (2 miliony dolarów USA), Kar-Wai zrealizował film w
zaledwie trzy miesiące, pomiędzy zakończeniem zdjęć i pokazem postprodukcyjnym swojego wielkiego wojennego dzieła
kostiumowego Ashes of Time, kręconego przez dwa lata. Ze swoim intrygującym posługiwaniem się kamerą z ręki, szybkim
montażem i kolażowym stylem opowiadania, Chungking Expres stanowi świeże, ryzykowne w swej nietypowej konstrukcji
spojrzenie, ogromnie różniące się od surowego stylu Days Being Wild, chociaż jego romantyczny podtekst i postacie
czwórki miejskich marzycieli nie są zbyt oddalone od wątków poprzednik. Efekt przywodzi na myśl wczesne filmy Godarda,
zrealizowane we współczesnym Hong Kongu z techniczną aktorską maestrią dwóch zaangażowanych doń megagwiazd (Brigitte
Lin Chin-hsia, Tony Leung Chiu-Wai) i na najwyższym poziomie technicznym (operator Christopher Doyle, scenograf William
Chang).
Pierwsza opowieść (42 minuty), zrealizowana w labiryncie kamienicy czynszowej Chung King House na przedmieściu Kowloon,
obraca się wokół historii młodego, romantycznego policjanta (Takeshi Kaneshiro), właśnie porzuconego przez dziewczynę.
Kiedy krąży przygnębiony, pochłaniając puszki ananasów i dzwoniąc do starych przyjaciółek, przeznaczenie krzyżuje jego
ścieżki z dostawczynią narkotyków o zimnym sercu (Lin), w blond peruce i ciemnych okularach.
Opowieść druga, bardziej skomplikowana, (61 minut) koncentruje się na innym młodym policjancie (Leung), też porzuconym
przez dziewczynę - stewardessę (Valerie Chow), który nie jest świadomy przywiązania zbzikowanej pracownicy (Faye Wang)
Midnight Express, baru szybkiej obsługi.
Pierwsza część, sfilmowana niemal w całości w nocy i bardziej efektowna technicznie, jest mniejszą z dwóch, lecz nadaje
całości ogólny ton miejskiej beznadziejności i opuszczenia. Jej reżyseria zawiera dostatecznie duży ładunek energii i
skomplikowanego humoru, by wypełnić niemal cały film.
Dłuższa część idzie w tym dalej, z zajmującą rolą wielkookiej Faye z krótko przyciętą w stylu Jean Seberg z Do utraty
tchu fryzurą, a której język ciała i ekspresja twarzy są warte zobaczenia. Świeży jak poranek idol Leung, pełen
chłopięcego niezrozumienia, jest tak ożywiony i rozluźniony, jak nigdy dotąd w swojej bogatej karierze. Tych dwoje
warto zobaczyć razem.
Ogólnie mówiąc, film Wonga nie jest tak ambitny, jak Days of Being Wild czy jego debiut As Tears Go By, przypominający
Mean Streets, ale stanowi interesującą wycieczkę po współczesnym Hong ongu. Bogata ścieżka dźwiękowa, zawierająca także
utwory klasyczne, takie jak California Dreamin, towarzyszy wielu wolnym od dialogów sekwencjom montażowym."
"Variety", 22 września 1994